Alfred zaniemówił, nie wiedział, co
powiedzieć. Ta informacja była dla niego niczym grom z jasnego nieba.
Podświadomie podejrzewał już, co powie Arthur, ale nie brał tych durnych
przemyśleń pod uwagę.
Może
jego przyjaciel postanowił zrobić mu głupi dowcip? Chociaż nie, Anglik do typu
żartownisiów zdecydowanie nie należał.
-Błagam, powiedz, że to jest tylko głupi
dowcip – mimo to, chcąc pozbyć się podejrzeń zapytał Amerykanin.
-Wiele bym dał, aby „tak”, było prawdą –
westchnął Kirkland.
-Przepraszam, muszę to przemyśleć –
powiedział Ameryka, po czym szybko ubrawszy kurtkę i buty, wybiegł z domu z
mętlikiem w głowie, zostawiając Arthura samego. Po policzku Anglika spłynęła
samotna łza.
„Jak mogłem być taki głupi?! Czego w
ogóle się spodziewałem? Że on nagle skoczy mi w ramiona krzycząc „ja ciebie
też”? Takie rzeczy dzieją się tylko w snach i głupawych komediach
romantycznych, chociaż nie, tam to tylko dziewczyna i chłopak się w sobie
zakochują. Po co mu powiedziałem o moich uczuciach wobec niego? Tylko wszystko
zepsułem. Teraz już relacje między nami już nigdy nie będą chociażby przyjazne.
Pewnie wszystko powie chłopakom w klasie i już mogę się pożegnać z jakimkolwiek
przyjaznym nastawieniem do mnie ludzi ze szkoły…” myślał Arthur, nie potrafiąc
zasnąć.
Jednakże nie tylko on nie spał tej nocy.
Alfreda też męczyły myśli, nie
pozwalając mu na zapadnięcie w sen.
„Jak to możliwe, że mój najlepszy
przyjaciel się we mnie zakochał? To jest niemożliwe! Nielogiczne! Nie potrafię
uwierzyć w to, że jest gejem. Cholera… I dlaczego gdy o nim myślę czuję w
brzuchu motyle?! Ech… Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane?”
Właśnie wtedy Amerykanin uświadomił
sobie jakimi uczuciami darzy Arthura, że to nie jest tylko przyjaźń i że było
tak już dłuższy czas, ale bał się do tego przyznać przed samym sobą, a co
dopiero przed innymi! Bronił się przed tym z całych sił, mimo że głęboko w
podświadomości wiedział, że ta walka jest z góry skazana na przegraną z jego strony.
I dzisiaj poległ w tej bitwie z sercem.
Anglia zasnął dopiero o szóstej rano,
ale już pół godzin później ze snu wybudził go głos mamy:
-Arthur, wstawaj do szkoły! Dzisiaj masz
sprawdzian z matematyki i kartkówkę z geografii!
Chłopak otworzył zaspane jeszcze oczy:
-Mamo?
-Hm? – odmruknęła mu kobieta.
-Mogę dzisiaj nie iść do szkoły?-
zapytał.
-A to dlaczego? – odpowiedziała mu
pytaniem na pytanie.
-Nie czuję się dzisiaj najlepiej.
Matka spojrzała na syna. Znała go nie od
dziś i wiedziała, że coś się stało jednakże nie dopytywała się o nic.
-Ech, no dobra. Dzisiaj możesz zostać w
domu, ale jutro ci nie odpuszczę – powiedziała matka do młodzieńca.
-Dziękuję mamo – odparł nadal trochę
zaspany chłopak po czym wrócił w objęcia Morfeusza.
Tak naprawdę, czuł się dobrze i
poszedłby do szkoły, gdyby nie fakt, że spotka tam Alfreda, a to skutecznie
odbierało mu chęć wyściubiania nosa poza próg swojego pokoju.
Mama wkrótce opuściła dom, by pójść do
pracy i zostawiła syna samego w mieszkaniu.
Tymczasem Amerykanin przechadzał się
nerwowo w tę i z powrotem po szkolnym korytarzu z telefonem w ręku. Spojrzał na
ekran urządzenia w celu sprawdzenia godziny. Była 7:58.
-Gdzie on jest?! – krzyknął
zniecierpliwiony chłopak.
-Kto? – zapytał Francis usłyszawszy,
zdenerwowanego kolegi.
-Arthur. – odparł Alfred starając się
uspokoić.
-Nie wiem, może się po prostu trochę
spóźni na lekcje? – odparł ze stoickim spokojem Francuz.
-Weź mnie nie denerwuj, Bonnefoy… -
usiłował nie przywalić swojemu rozmówcy blondyn.
-Co się tak wkurzasz? Może Arthur trochę
się spóźni, a ty od razu dramatyzujesz, jakby świat się walił. – wtrąciła się
do rozmowy Elizabeta.
-Mam po prostu coś bardzo ważnego do
obgadania z Arthurem – wyjaśnił wywracając oczami Ameryka.
-„Coś bardzo ważnego”, czyli co? –
dopytywał się Francis.
-Nie wasz interes – odparł zirytowany
Amerykanin, a fakt że coraz więcej ludzi zaczął ciekawić powód zdenerwowania
chłopaka nie pomagał mu w trzymaniu nerwów na wodzy. Zapadła niezręczna cisza.
-A dzwoniłeś do niego? – wtrącił
nieśmiało Kiku.
-Tak, nie odbierał. – odpowiedział
trochę spokojniej Japończykowi Alfred.
Po chwili rozległ się dźwięk szkolnego
dzwonka sygnalizując koniec przerwy, więc wszyscy rozeszli się do swoich klas.
Ameryce ta lekcja dłużyła się niemiłosiernie.
Gdy tylko dzwonek ponownie rozbrzmiał, szybko wrzucił książki i piórnik do
plecaka i popędził w stronę toalety, by mieć choć trochę spokoju od ciekawskich
uczniów.
Pod wpływem impulsu wziął do ręki
komórkę i wystukawszy na ekranie numer do Arthura, zadzwonił do niego.
Anglia nagle zerwał się z łóżka. Okazało
się, że dzwoni mu telefon. Wziąwszy urządzenie do ręki okazało się, że Alfred
usiłuje się z nim kolejny raz skontaktować, więc czym prędzej odebrał
połączenie.
-Halo? – powiedział do słuchawki.
-Arthur? Musimy pogadać – usłyszał
znajomy głos.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z góry was przepraszam za to, że ten rozdział tak bardzo ssie, ale miałam mały zanik weny podczas pisania go. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni to się zmieni i następne będą lepsze. W części następnej postaram się dać więcej scen z Anglią i Ameryką razem, więc czekajcie :D Zapraszam do pisania w komentarzach, co powinnam poprawić w pisaniu. Każda rada jest mile widziana. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz